Pamiętam pierwszy raz, kiedy naprawdę to zauważyłam.
Siedziałam w kawiarni Museu Nacional do Azulejo w Lizbonie. To muzeum mieści się w dawnym klasztorze, a kawiarnia jest w jego skrzydle – z niskim sklepieniem, chłodem starych murów i ścianami wyłożonymi kaflami. Na jednej z nich były ryby.
Nie jako ozdoba.
Po prostu były.
Trochę jakby zawsze tam były i nikt nie zastanawiał się, czy „pasują”.
I to było dla mnie najbardziej zaskakujące.
Bo u nas takie motywy często traktuje się jak coś dekoracyjnego. Coś, co ma przyciągać uwagę. A tam one są częścią miejsca. Częścią codzienności. Jedzenia, które pojawia się na stole. Rozmów. Gotowania.
Z czasem zaczęłam to widzieć w wielu miejscach. W restauracjach. W domach. Na fragmentach ścian między blatem a szafkami. I za każdym razem działało to podobnie. Nigdy nie było „za dużo”. Bo to nie była dekoracja dla efektu. To było coś osadzonego w miejscu.
Ale żeby naprawdę zrozumieć, skąd na portugalskich kaflach wzięły się ryby i owoce morza, trzeba cofnąć się trochę dalej. Do geografii, do historii i do codzienności, która przez wieki wyglądała zupełnie inaczej niż nasza.
Portugalia – kraj, który żyje z morza
Portugalia to wąski kraj z bardzo długim wybrzeżem – ponad 1700 kilometrów nad Atlantykiem. Przez setki lat morze nie było tam tłem do wakacyjnych zdjęć. Było miejscem pracy, źródłem utrzymania i… źródłem jedzenia dla większości populacji.
Najważniejsza ryba w portugalskiej kuchni – i kulturze – to bacalhau, czyli dorsz solony i suszony. Mówi się, że Portugalczycy mają 365 przepisów na bacalhau, jeden na każdy dzień roku. To nie przesada. To informacja o tym, jak głęboko jedzenie z morza jest wpisane w tożsamość tego miejsca.

po Sewilli
Do tego dochodzą sardynki, których zapach podczas czerwcowych festiwali unosi się nad całą Lizboną. Homary, krewetki, małże – to nie są luksusowe dodatki do menu, tylko część zwykłego, codziennego stołu. Targi rybne w Portimão, Setúbal czy Matosinhos działają od świtu. Kupujesz rybę, przyniesiesz do domu, gotujesz. Tak po prostu.
Kiedy rozumie się tę codzienność, ryba na ścianie przestaje być egzotycznym motywem. Staje się czymś zupełnie naturalnym – tak jak u nas na starych obrazach wisiały kłosy zboża albo bochny chleba. Nie dlatego, że były ładne. Dlatego, że były ważne.
Skąd w ogóle wzięły się azulejos?
Nim przejdę do motywów, słowo o samych kaflach – bo historia azulejos jest równie ciekawa jak to, co na nich namalowano.
Słowo azulejo pochodzi od arabskiego az-zulayj, co znaczy: wypolerowany kamień. To ślad mauretańskiej obecności na Półwyspie Iberyjskim – kafle przywędrowały do Portugalii z Bliskiego Wschodu przez Andaluzję, gdzieś w XV wieku. Początkowo były pokryte geometrycznymi wzorami, bo islam nie pozwalał przedstawiać postaci.
Z czasem, gdy Portugalia zaczęła handlować z całym światem – a jej statki dopływały do Brazylii, Indii, Chin – azulejos zaczęły chłonąć wpływy z każdej strony. Pojawiły się sceny figuratywne, pejzaże, narracje biblijne. I motywy przyrodnicze: ptaki, rośliny, zwierzęta.
W XVII i XVIII wieku kafle stały się tak popularne, że zdobiły nimi pałace, kościoły, dworce, ogrody, a potem też zwykłe domy. Elewacje budynków w Lizbonie i Porto do dziś pokryte są ceramicznymi okładzinami. Nie dla luksusu – pierwotnie chodziło o praktyczność. Kafle chroniły ściany przed wilgocią atlantyckiego klimatu, były łatwe do czyszczenia i trwałe. Piękno przyszło przy okazji.
Kiedy ryba stała się motywem
Motywy morskie pojawiały się na azulejos od dawna, ale szczególnie mocno zakorzeniły się w miejscach, gdzie morze było absolutnym centrum życia – w portowych dzielnicach Lizbony, w nadatlantyckich wioskach rybackich, w kafejkach i tawernach, gdzie codziennie jadano świeże ryby.
To był naturalny wybór. Kaflarze malowali to, co znali. Co widzieli na co dzień. Rybak nie zamawiał na ścianie pejzażu górskiego – zamawiał to, co rozumiał i co miał bliskie. Ryba, ość, sieć, homar czekający w koszu na targu. To były obrazy z życia, nie ze sztuki.
Z czasem motywy morskie nabrały też symbolicznego znaczenia. W chrześcijańskiej Portugalii ryba była od wieków symbolem wiary – to jeden z najstarszych symboli chrześcijańskich, obecny jeszcze przed krzyżem. Połączenie codzienności z sacrum sprawiło, że ryba stała się motywem, który pojawiał się wszędzie – w domach, w kaplicach, w miejscach publicznych – i nikomu nie wydawał się ani dziwny, ani przesadny.
Dlaczego portugalskie kafle z rybami przetrwały?
Można by się spodziewać, że wraz z modernizacją, z supermarketami i zamrożonymi rybimi paluszkami, takie motywy wyblakną. Że zostaną tylko w muzeach i na pocztówkach.
Ale nic takiego się nie stało.
Współczesna Lizbona jest jednym z modniejszych miast Europy. Przyjeżdżają tu designerzy, architekci, kolekcjonerzy. I wszyscy oni – zamiast odwracać się od azulejos – zachwycają się nimi na nowo. Nowe restauracje zamawiają ręcznie malowane kafle. Młodzi portugalscy twórcy wracają do warsztatu. Motywy morskie zostają, bo są autentyczne. Bo mają korzenie. Bo nie są produktem trendu, tylko kultury.
I to jest właśnie odpowiedź na pytanie, które często pada: czy takie wzory nie są zbyt specyficzne na polską kuchnię?
Nie są. Bo nie chodzi o to, żebyś mieszkała nad Atlantykiem. Chodzi o to, żebyś miała w kuchni coś, co ma za sobą historię. Coś, co nie pochodzi z katalogu bieżącego sezonu, tylko z tradycji, która przetrwała wieki.



Ryba na ścianie nie mówi: tu mieszka ktoś, kto lubi ryby. Mówi: tu mieszka ktoś, kto wybrał coś nieprzypadkowego.
To, do czego wracam
Kiedy zaczęłam pracować nad własnymi wzorami, wracałam do tych obrazów. Do tych ścian, które nie są zaprojektowane pod zdjęcie, tylko pod życie. Do kawiarni z rybą, która po prostu tam była, bez pytania o pozwolenie.
I może dlatego te motywy tak dobrze odnajdują się w kuchni. Nie trzeba nimi wypełniać całej przestrzeni. Czasem jeden fragment wystarczy. Reszta może zostać spokojna. I wtedy wszystko zaczyna się układać.
Moje trzy nowe panele – ryba, homar i krewetka – powstały z tej właśnie myśli. Żeby były czymś osadzonym. Nie dekoracją na chwilę, ale elementem, który za dziesięć lat wciąż będzie wyglądał tak samo naturalnie.



Jeśli zastanawiasz się, jak włączyć taki panel do swojej kuchni bez poczucia, że „przesadziłaś” – zapraszam do kolejnego tekstu z tego cyklu, gdzie pokazuję, jak łączyć dekoracyjne kafle z prostymi płytkami.
Ten artykuł jest drugim z cyklu trzech tekstów o kaflach z motywami kulinarnymi:
- Kafle z motywami kulinarnymi w kuchni – fanaberia czy ponadczasowy wybór?
- Dlaczego na portugalskich kaflach są ryby i owoce morza? ← jesteś tutaj
- Jak łączyć dekoracyjne kafle z prostymi?

