Nie wszystko, co wybieramy do swojego domu, powinno się podobać innym. Są decyzje, które z definicji nie są kompromisem i nigdy nim nie będą. Takie, które nie pytają o zgodę, tylko cicho zajmują swoje miejsce na ścianie. Ręcznie malowane kafelki nie starają się być lubiane. Nie obiecują, że wpasują się w każdy gust i każdą opinię. Są wyraźne, obecne i mają swój głos. A rzeczy, które mają głos, zawsze dzielą ludzi na tych, którzy chcą ich słuchać, i tych, którzy wolą ciszę.
Dlaczego ręcznie malowane kafelki wymagają decyzji
Urządzanie domu bardzo szybko przestaje być rozmową o estetyce, a zaczyna być rozmową o odwadze. O tym, czy wolno nam zaufać sobie bardziej niż zebranym mimochodem radom. Pojawiają się pytania podszyte troską, ale też niepokojem. Czy to na pewno dobry pomysł? Czy się nie znudzi? Czy nie będzie za dużo? I choć nikt nie mówi tego wprost, w powietrzu wisi myśl, że bezpieczne wybory są po prostu… łatwiejsze.
Ręcznie malowane kafelki ceramiczne rzadko bywają łatwym wyborem. Nie są neutralne i nie znikają w tle, nawet jeśli kolor jest spokojny, a wzór delikatny. Od pierwszego spojrzenia jasno dają do zrozumienia, że ktoś podjął decyzję świadomie. Że to nie jest przypadkowy element, tylko fragment większej opowieści. I właśnie w tym miejscu wiele osób się wycofuje, bo dom wciąż bywa traktowany jak wizytówka, a nie jak przestrzeń do życia – jak coś, co ma się spodobać, zamiast czegoś, w czym ma się dobrze oddychać.
Od początku wiedziałam, że to, co robię, nie będzie dla wszystkich. Kiedy zaczęłam malować ręcznie kafelki inspirowane portugalskimi azulejos, nie myślałam o tym, czy spodobają się każdemu, kto na nie spojrzy. Myślałam raczej o tym, czy ja sama chciałabym na nie patrzeć codziennie, pijąc poranną kawę. Czy ten kobalt będzie mnie uspokajał, czy linia nie będzie zbyt głośna, czy wzór wytrzyma próbę czasu. Z czasem zrozumiałam, że właśnie ta selektywność jest największą siłą ręcznie malowanych kafelków. Nie powstają po to, żeby się przypodobać, tylko po to, żeby z kimś zostać na dłużej.
Im dłużej pracuję z ceramiką, tym wyraźniej widzę, że ręczna praca zawsze niesie ze sobą decyzję.
Nie da się jej ukryć ani rozmyć w neutralności. Każdy kafelek nosi ślad chwili, w której był malowany, skupienia, czasem zmęczenia, czasem radości. To nie jest wada, tylko informacja, że po drugiej stronie był człowiek. I wiem, że dla części osób ten czynnik ludzki jest zbyt intensywny, zbyt osobisty, zbyt prawdziwy, ale dla tych, którzy go szukają, staje się powodem, dla którego ręcznie malowane kafelki mają sens w ich domu.
Bardzo często słyszę to samo zdanie, wypowiadane półgłosem, jakby było małym wyznaniem, że te kafelki są piękne, ale… za bardzo odważne. Że podobają się bardzo, ale mama, koleżanka albo projektant wnętrz radził coś spokojniejszego. Że serce mówi jedno, a głowa podpowiada, żeby nie przesadzić. W tych rozmowach nie chodzi o wzór ani o kolor. Chodzi o zgodę na to, żeby wybrać coś tylko dlatego, że naprawdę się tego chce.
Zdarza się, że ta decyzja dojrzewa długo. Najpierw jest zachwyt, potem wątpliwości, potem znowu powrót do pierwszego impulsu. Ktoś mówi, że może lepiej zostawić to na później, na „kiedyś”. A jednak po czasie wraca wiadomość, że to właśnie te ręcznie malowane kafelki nie dają spokoju.
Że inne opcje są poprawne, ale obojętne. I że w którymś momencie pojawia się bardzo cicha, ale stanowcza myśl: to jest mój dom i chcę, żeby coś o mnie mówił.
Rzeczy z charakterem zawsze wymagają decyzji. Nie da się ich wybrać mimochodem, przy okazji, bez refleksji. One nie są po to, żeby zniknąć w tle codziennych obowiązków. Są po to, żeby być zauważone, czasem nawet skonfrontować nas z własnymi upodobaniami. Dlatego tak często budzą opór, zanim budzą radość – zmuszają do odpowiedzi na pytanie, czy urządzamy dom dla siebie, czy dla wyobrażonego widza.
Bezpieczne wybory mają tę przewagę, że nie domagają się odwagi. Ręcznie malowane kafelki nie są neutralnym wyborem, nawet wtedy, gdy ich kolor jest spokojny, a wzór oszczędny. Bezpieczne wybory można uzasadnić, wytłumaczyć, obronić przed każdym komentarzem. Nie prowokują rozmów ani spojrzeń, ale też rzadko wywołują prawdziwe emocje. Ręcznie malowane kafelki idą w przeciwnym kierunku. Nie obiecują spokoju w sensie estetycznym, tylko spokój wewnętrzny, który pojawia się wtedy, gdy przestajemy się tłumaczyć. I być może właśnie dlatego są wyborem dla tych, którzy chcą mieszkać w domu, a nie w kompromisie.
Azulejos jako głos, nie tło
Azulejos od zawsze miały coś do powiedzenia. Nie powstawały po to, żeby być tłem, ale po to, żeby opowiadać historię, zaznaczać obecność, czasem nawet manifestować status albo przekonania. Na portugalskich fasadach mówiły o wierze, o codziennym życiu, o tragediach i świętach. W kościołach prowadziły narrację, w domach porządkowały przestrzeń. Nigdy nie były anonimowe, nawet jeśli wzór się powtarzał. Zawsze niosły ze sobą czyjąś decyzję i czyjąś intencję.

Ta potrzeba mówienia przez ceramikę nie zniknęła wraz z upływem wieków. Zmienił się tylko kontekst. Kafelki inspirowane Portugalią zachowały tę samą potrzebę opowiadania, tylko język stał się bardziej osobisty. Współczesne azulejos ręcznie malowane nadal niosą w sobie ten sam ciężar decyzji i intencji, choć dziś opowiadają zupełnie inne historie. Mówią o tym, że ktoś nie chciał mieć ściany „jak wszyscy”, że zależało mu na atmosferze, na świetle, na detalu, który zostaje w pamięci. I że dom jest dla niego przestrzenią osobistą, a nie neutralną scenografią.
Niedoskonałość jako ślad twórcy
W ręcznie malowanych kafelkach nie da się ukryć człowieka. Linia bywa minimalnie grubsza, kobalt czasem wchodzi głębiej w szkliwo, czasem zostaje delikatniejszy. To są drobiazgi, które w fabrycznej produkcji uznawane byłyby za błąd. W ręcznej pracy stają się podpisem, śladem chwili, skupienia, rytmu ręki. Stają się dowodem na to, że coś powstało powoli i z uważnością.
Perfekcja uspokaja tylko na chwilę. Daje poczucie kontroli, ale rzadko daje poczucie bliskości. Dlatego wiele osób instynktownie czuje, że w rękodziele jest coś bardziej ludzkiego, nawet jeśli nie potrafi tego od razu nazwać. Ręcznie malowane kafelki nie próbują być idealne. Próbują być prawdziwe. I to właśnie ta prawdziwość sprawia, że jednych odstraszają, a innych przyciągają jak coś znajomego, choć nowego.
Decyzja o wyborze czegoś, co nie jest dla wszystkich, zmienia więcej, niż się na początku wydaje. Nie tylko wygląd ściany czy kuchni, ale sposób myślenia o całej przestrzeni. Dom przestaje być projektem, który trzeba uzasadniać, a zaczyna być miejscem, w którym można być swobodnie. Ręcznie malowane kafelki nie robią rewolucji same z siebie. One raczej cicho przypominają, że to Ty tu mieszkasz, że to Ty codziennie na nie patrzysz, dotykasz ich dłonią, sprzątasz je po gotowaniu i widzisz w porannym świetle.

Kiedy ręcznie malowane kafelki trafiają do kuchni, bardzo szybko przestają być dekoracją, a zaczynają być częścią codziennych rytuałów. Z czasem okazuje się, że komentarze cichną. Nikt już nie pyta, czy to na pewno dobry pomysł. Pojawiają się inne reakcje, znacznie bardziej szczere – że jest tu jakoś inaczej, że to wnętrze ma charakter, choć trudno powiedzieć dlaczego. I że w takim domu łatwiej się zatrzymać, usiąść przy stole, zostać chwilę dłużej, niż się planowało.
Nie chodzi o to, żeby każdy wybór był manifestem. Ani o to, żeby udowadniać komukolwiek swoją niezależność. Chodzi raczej o zgodę na to, że niektóre rzeczy wybiera się bez tłumaczenia bo dobrze się z nimi żyje, bo są spójne z tym, kim jesteśmy, a dom, który nie próbuje się przypodobać, bardzo często okazuje się domem, w którym po prostu jest dobrze.
Ręcznie malowane kafelki nie są dla każdego i nigdy nie miały takie być. Ich sens nie polega na powszechnej akceptacji, tylko na tym, że trafiają dokładnie tam, gdzie powinny – do domów, które są przedłużeniem czyjejś wrażliwości, a nie katalogu. Trafiają do ludzi, którzy wolą czuć spokój niż mieć rację. Jeśli więc coś w nich Cię porusza, przyciąga albo nie daje spokoju, być może to wystarczający powód, żeby im zaufać. A jeśli nie – to też w porządku. Bo rzeczy z charakterem zawsze wybierają swoich ludzi.
Jeśli masz ochotę zobaczyć, jakie ręcznie malowane kafelki powstają w mojej pracowni, są dostępne w moim sklepie.



