Azulejos zatrzymują. Nie od razu wiadomo dlaczego – ale zostajesz dłużej, niż planowałaś. Miało być „na chwilę”, tymczasem minęło pięć minut i nadal stoisz, przesuwasz wzrok z jednego kafla na drugi, cofasz się o krok, żeby zobaczyć całość, i znów podchodzisz bliżej. Coś w nich działa inaczej niż w innych rzeczach, które oglądasz.
Przez lata próbowałam to nazwać. Poniżej trzy rzeczy, które za każdym razem mnie zaskakują – choć widzę azulejos od lat – dokładnie od stycznia 2014 roku. To wtedy stanęłam pierwszy raz przed ścianą mieniącą się kafelkami. I to ten moment – choć nie wiedziałam tego wtedy – zmienił moje życie. Temat portugalskich azulejos zgłębiam od ponad dekady, i – last but not least – sama je ręcznie maluję.
Kolor, który nie jest płaski
Stoisz przed ścianą wyłożoną kobaltowymi kaflami. Wydaje się jednorodna – niebieskobiała, spokojna, geometryczna. A potem zaczynasz przyglądać się bliżej.
Odcień jednego kafelka jest głębszy, prawie granatowy. Sąsiedni – jest jaśniejszy, niemal blady. Trzeci ma w sobie coś zielonkowego, jakby farba zmieszała się z czymś pod spodem. Żaden nie jest identyczny z pozostałymi. I żaden nie jest tym jednolitym kobaltowym kolorem, który widziałaś na próbkach farb do ścian podpisanych jako „kobalt”.
To nie jest wada. To jest właśnie sedno azulejos.
Farba nanoszona ręcznie na surowe szkliwo zachowuje się nieprzewidywalnie podczas wypalania. Temperatura pieca, stopień rozrzedzenia pigmentu (i jego czystość – czy ma jakieś domieszki, czy jest 100% tlenkiem kobaltu), liczba nałożonych wartsw grubość warstwy – wszystko to wpływa na ostateczny kolor. Rzemieślnik maluje spodziewając się mniej więcej konkretnego rezultatu, ale efekt zależy tylko po części od niego (reszta „w rękach” pieca i ognia). Dlatego każdy kafel jest inny. I dlatego ściana zbudowana z setek takich kafli żyje – zmienia się w zależności od pory dnia, kąta światła, odległości, z której patrzysz.
Rankiem, gdy słońce pada pod ostrym kątem, powierzchnia kafla jest chropowata i błyszczy, a kolor jest jaśniejszy. Po południu, gdy światło jest płaskie, ta sama ściana nadal błyszczy, ale kolor staje się bardziej intensywny. Wieczorem, przy sztucznym świetle, kobalt ciemnieje do granatu. Do tego dochodzi jeszcze różnica czy akurat oglądasz azulejos w Lizbonie czy w Porto. Światło w obu miastach pada pod innym kątem – stąd kolory kafli w Porto mogą być intensywniejsze, podczas gdy Lizbona stawia na subtelniejsze wzory i bardziej ograniczoną paletę kolorystyczna.
Żadne zdjęcie tego nie oddaje. Musisz stanąć przed ścianą i po prostu patrzeć.

Pięknie to widać w Porto – na całościennych panelach ceramicznych Capela das Almas. One wibrują, żyją, wołają o uwagę. W Lizbonie nie znajdziesz takich realizacji – jak myślisz, dlaczego?
Ściana, która pamięta
Jest coś, co widzisz dopiero wtedy, gdy przestajesz patrzeć na wzór i zaczniesz patrzeć na sam kafel.
W przestrzeniach publicznych – na dworcach, w kaplicach, w kawiarniach – azulejos są ścierane przez lata dotyku. Nie wszystkie jednakowo. Narożniki, które wystają odrobinę bardziej, są gładsze i jaśniejsze. Kafle na wysokości ręki, tam gdzie ludzie się opierają, mają inną fakturę niż te powyżej głowy. Miejsca, przy których się zatrzymujemy, wyglądają inaczej niż te, obok których przechodzimy.
To jest rodzaj archiwum, który nie był planowany przez nikogo. Nikt nie postanowił, że ta konkretna część ściany będzie ścierana bardziej. Zrobiło to życie – tysiące ludzi, którzy tędy przechodzili, dotykali, opierali się, może i płakali albo się śmiali.
Azulejos to widziały.
I właśnie to zatrzymuje mnie najdłużej. Nie piękno wzoru, choć jest ono niezaprzeczalne, ale świadomość, że ta ściana jest rodzajem świadka. Że była tu, gdy odbywały się zwykłe rzeczy, z których składa się życie – i że te zwykłe rzeczy zostawiły na niej ślad.
Zaczęłam to zbierać. Zapisywać. Fotografować miejsca, w których ślad jest szczególnie wyraźny, i próbować opisać słowami to, czego zdjęcie nie oddaje. Bo azulejos jako zjawisko wizualne są dostępne dla każdego, ale azulejos jako rodzaj pamięci miejsca – to coś, o czym rzadko się mówi głośno.
Ostatnio przypadkiem trafiłam do pałacu w Lizbonie, w którym nadal toczy się życie. Ludzie oglądają tam mecze, ćwiczą fado, grają w bilard. Obdrapana kanapa z niedbale rzuconą kapą stoi tuż przy ścianie z neoklasycystycznymi kafelkami w stylu królowej Marii (to te z wstążeczkami i girlandami, niebiesko-zielono-żółto-brązowe). Bar wyłożony jest kafelkami włącznie ze sklepieniem, kiedyś była w tym miejscu pałacowa kuchnia – teraz serwuje się piwo i bifany. Stałam w tamtym miejscu i myślałam sobie „świadkami ilu zdarzeń były te azulejos??”.


Po azulejos inaczej patrzysz na wszystko
Brzmi to może górnolotnie, ale jest bardzo praktyczne.
Kiedy spędzisz czas naprawdę patrząc na azulejos – na ich nierówności, na różnice między kaflami, na ślady czasu – zaczynasz inaczej patrzeć na każdą ścianę. Wracasz do domu i widzisz swoje płytki. Jednolite, perfekcyjne, identyczne. I rozumiesz, czego im brakuje. Nie wyrafinowania, brakuje im historii i śladu ręki.
To nie jest krytyka. To jest po prostu nowe widzenie. I ono nie mija.
Znam kobiety, które po powrocie z Lizbony zaczęły inaczej myśleć o swojej kuchni. Nie od razu – ale powoli zaczęło im przeszkadzać to, co wcześniej wydawało się neutralne. Zaczęły szukać czegoś z charakterem. Kafla, który nie jest identyczny z sąsiednim. Koloru, który zmienia się w zależności od światła. Wzoru, który ma za sobą tradycję, a nie tylko sezon w sklepie.
Azulejos zmieniają pytanie, które zadajesz o swój dom. Zamiast: czy to ładne? – zaczynasz pytać: czy to moje? Czy to coś znaczy? I to jest zmiana, z której trudno się wycofać.
Nie wiem, czy to dobra wiadomość dla Twojego budżetu. Ale wiem, że kuchnia – albo łazienka, albo jakikolwiek fragment ściany, który widzisz codziennie – może być czymś, przy czym się zatrzymujesz z przyjemnością. Nie z przyzwyczajenia, ale naprawdę.
Jeśli azulejos też Cię zatrzymują
To, co zbieram i zapisuję od kilku lat – obserwacje, miejsca, rozmowy, historię tradycji, która trwa w Portugalii bez przerwy – powoli zamienia się w coś więcej – w materiał, który chcę przekazać dalej. Nie tylko przez kafle, ale przez słowa.
Jeśli chcesz być blisko tego, jak powstaje ta książka i jeśli chcesz wiedzieć jako pierwsza, kiedy będzie można ją przeczytać – zostaw mi swój adres e-mail. Nie będę Cię zasypywać wiadomościami. Napiszę, gdy będzie coś do powiedzenia.
A jeśli chcesz poczytać więcej o azulejos, zajrzyj do artykułu o tym, czym w ogóle są kafelki azulejos. Kafelki, które wyszły spod mojej ręki zobaczysz w portfolio.

